Biblia dla współczesnych

Image_44

„Na początku…” – te wstępne biblijne słowa trzeba jednak lepiej i dokładniej wyjaśnić.

„Od początku…” – tak jest lepiej, pod warunkiem, że oznacza to: „Od nieskończoności… istniał Bóg, Byt Pierwoistny, Pierwsza Przyczyna Wszechrzeczy…”.

Najlepiej byłoby zacząć współczesną Biblię słowami: „Od zawsze… istniała przestrzeń niemożliwa do nieogarnięcia naszą wyobraźnią, nieskończona i wieczna, zwana sferą poza czasem i przestrzenią…”. Biblia nazywa ją bezładem i pustkowiem. Tam też umieszcza Boga-Stwórcę. On, jako Pierwsza Przyczyna, był od zawsze, czyli jeszcze przed stworzeniem czasoprzestrzeni wszechświata. Dlatego można powiedzieć, że sfera poza czasem i przestrzenią jest Jego odwiecznym, naturalnym i doskonałym „miejscem” istnienia. Jest to Jego stały „dom” i tam możemy wyobrazić Go sobie jako zawsze istniejącego Ojca Niebieskiego. 

 

To prowadzi do poniższego logicznego twierdzenia:

Od zawsze istniała niewyczerpalna, wszechogarniająca i wypełniająca wszystko Energia Pierwoistna. Od zawsze była Ona przeniknięta wszechobecną Osobowością, czyli Duchem Bożym. Takim od zawsze był, jest i będzie Bóg. Z Niego, z Jego Energii i Ducha, powstało wszystko, co istnieje.

 

Dla Boga nie istnieje początek. Tymczasem dla nas jest on uchwytny. Można go nazwać Wielkim Początkiem, a nawet Wielkim Wybuchem, bez względu na to, czy pojmujemy go jako niezależne zjawisko fizyczne, czy jako akt stwórczy. W obu przypadkach można przyjąć, że z Pierwoistnej Energii i z Pierwoistnych Praw i Zasad powstał wszechświat. Zatem dzieło stworzenia, również w pojęciu religijnym, to połączenie Sprawczej Energii Stwórcy z Prawami i Zasadami tkwiącymi w Jego Duchu.

 

Dalej cały proces kształtowania się wszechświata przebiegał w sposób, w jaki postrzega go współczesna nauka. Według powszechnej opinii stanowi on niepodważalny fakt, ponieważ badania naukowców są uważane za obiektywne. Jedynie wydarzenia sprzed Wielkiego Początku (lub Wielkiego Wybuchu) wymykają się naszej wyobraźni, a tym bardziej badaniom naukowym. W rozwiązaniu tego problemu może nam trochę pomóc współczesne i obiektywne spojrzenie na Biblię.

Jestem zatem zobowiązany wyjaśnić, co rozumiem przez obiektywny stosunek do Biblii.

 

Wielu ludzi twierdzi, że nie można uwierzyć w Boga bez uzyskania wiedzy z Biblii, Koranu czy jakiejś innej ważnej księgi lub bez przejścia katechizacji, nauczania dogmatów czy innego szkolenia prowadzonego przez poszczególne wyznania. To niekoniecznie musi być prawdą.

 

Dzięki wielu doświadczeniom życiowym zrozumiałem, że można ukształtować w sobie swoistą wiedzę religijną, a co za tym idzie wiarę w Boga, niekoniecznie przez słuchanie kazań duchownych i studiowanie świętych ksiąg. Wychowany w środowisku katolickim, siłą rzeczy przyjąłem wiarę tego środowiska. Potem w tym samym środowisku spotkałem duchownego, mojego wielkiego przyjaciela, który swoją wiarę czerpał także z obserwacji przyrody. I to był ten moment, gdy rozszerzyły się moje horyzonty.

 

Otaczająca nas przyroda, to wszystko, co pochodzi z pierwotnej natury: góry i lasy, morza i oceany, rzeki i jeziora, równiny i pustynie tętnią wiedzą o swoim Stwórcy. Różnorodne formy życia, duże i małe, takie jak owady, rośliny, ryby, ptaki i inne zwierzęta całym swoim istnieniem też świadczą o jakimś trudnym do wyobrażenia Stwórczym Źródle Życia. Ten duchowny, który mi na to wszystko zwrócił uwagę, ujął swoje podstawy wiary w jednym zdaniu: „Można w Niego uwierzyć z samego zdziwienia”. Przytaczam w tym tekście jego pogląd, aby uświadomić wielu ludziom, że można w pełni uwierzyć w Boga i zrozumieć Jego Dzieło tylko w oparciu o wnikliwą obserwację przyrody. Wydaje się ona czysta i niewinna w porównaniu ze środowiskiem utworzonym przez człowieka. Właśnie obserwacja ludzkiej cywilizacji i historii, a przede wszystkim postępowania większości ludzi, prowadzi do wniosku, że chyba nie ma Boga. Nawet obserwowanie genialnego dzieła Stwórcy, jakim jest ciało ludzkie, nie przysłania tej tezy. I dopiero w tym momencie zwątpienia można sięgnąć do Biblii, aby zrozumieć, że zło przesłaniające nam Boga dotyczy tylko człowieka. Poznanie Stwórcy oparte na doskonałości natury byłoby, jak to ujął mój przyjaciel, „pewne i prawdziwe”, gdyby wątpliwości nie rodziła wiedza o złych „wyczynach” rodzaju ludzkiego.

 

Drugim, obok przyrody, wielkim źródłem wiedzy o Pierwszej Przyczynie może być opis świata przekazany nam przez fizyków, od najmniejszej cząstki elementarnej do najodleglejszych galaktyk. I tu też można uwierzyć w Stwórcę z „samego zdziwienia”. Całe szczęście, że zło pochodzące od ludzkiej cywilizacji nie jest w stanie przesłonić genialności Jego dzieła. W tej formie wiary, a raczej wiedzy, wcale nie jest potrzebne udowadnianie Jego istnienia wersetami z Biblii.

 

Dopiero na trzecim miejscu stawiam kształtowanie wiary w oparciu o święte księgi spisywane przez wielu bardzo uduchowionych ludzi, w tym oczywiście w oparciu o Biblię. Nie przeczę, że ta forma poznania Boga jest współcześnie wciąż jeszcze najpopularniejsza, choć nasze czasy sprzyjają rozwojowi wiedzy o przyrodzie i ogromnemu postępowi nauki, szczególnie tej dotyczącej kosmosu i początków wszechświata. Wróćmy jednak do pytania, jak czerpać wiedzę z Biblii?

 

Jeżeli czytamy jakiś tekst, szczególnie tekst zawierający ważne wiadomości, to aby go zrozumieć, musimy znać język, w którym został napisany. Im lepiej znamy ten język, wszelkie jego niuanse, używaną w nim frazeologię, stosowane przenośnie, a przede wszystkim jego ducha, to tym lepiej zrozumiemy treść zawartą w tekście. Bywa, że zrozumienie to jest bardzo trudne, szczególnie gdy jego twórca używa wielu porównań i bogatej symboliki, do zrozumienia których trzeba użyć maksimum inteligencji. Czasami treść może być wyrażana specyficznym slangiem zrozumiałym tylko dla ludzi obracających się w określonym środowisku, a czasami jest wręcz zaszyfrowana skomplikowanym kodem, który może być znany tylko specjalnie przygotowanym czytelnikom. Tak postępuje się, aby zrozumienie treści zawartej w danym przekazie było możliwe tylko przez tych, do których zostało adresowane oraz aby jego tajemnic nie poznał nikt inny, zwłaszcza ewentualny wróg.

 

Powyższe rozumowanie przedstawiłem dlatego, ponieważ uważam, że Biblię możemy zrozumieć wtedy, gdy użyjemy maksimum naszej inteligencji i intuicji oraz gdy odnajdziemy w sobie kod do jej rozszyfrowania. Pisali ją dla nas specjalnie przygotowani do tego autorzy w celu przekazywania nam ważnej wiedzy. Skierowana jest tylko do ludzi – dzieci Boga – poszukujących prawdy o Swoim Ojcu. Nie jest ona adresowana do kogoś, kto tę Prawdę (przez duże i małe „p”) chce zakryć lub zniszczyć. Chodzi tu o Głównego Wroga Ludzkości oraz o tych wszystkich, którzy z jego inspiracji próbują nie dopuścić do poznania Prawdziwego Ojca Ludzkości.

 

Opisując życie Jezusa w Ewangeliach, apostołowie podkreślają, że wiele czasu spędzał On na wyjaśnianiu im Pism zwanych obecnie Starym Testamentem. Tymczasem już od setek lat przed Jezusem uczeni w Piśmie tłumaczyli Izraelitom tajniki ksiąg istniejących w owym czasie. Widocznie jednak Jezus znał pewien kod nieznany przedtem nikomu i wyjaśniał treść Starego Testamentu zupełnie inaczej niż ówcześni uczeni w Piśmie, przez co naraził się izraelskim przywódcom religijnym, a szczególnie faryzeuszom.

 

Bez wątpienia Jezus ujawnił apostołom ważny kod albo inaczej rodzaj „klucza” do rozszyfrowania Starego Testamentu. To później pomogło im oraz ich następcom w przygotowaniu treści Nowego Testamentu. Przykładem braku znajomości tego kodu niech będzie twierdzenie Jezusa, że nikt w owym czasie nie zrozumiał, że te żydowskie Pisma mówią właśnie o Nim. To bardzo znacząca informacja. Po setkach lat studiów nad treścią proroctw i znanym Izraelitom Pism przyszedł Nowy Nauczyciel, Jezus Chrystus i ogłosił wszystkim, jaki był ich właściwy sens. Niestety, pomimo Jego wysiłków, prawie nikt w narodzie izraelskim Mu nie uwierzył.

 

Warto uzmysłowić sobie w dzisiejszych czasach powyższy fakt. Od dwóch tysięcy lat czytamy księgi Starego i Nowego Testamentu i wciąż powstają ich nowe interpretacje. Starsze interpretacje, na podstawie których powstały setki, a może tysiące różnych wyznań chrześcijańskich, wciąż są prezentowane. Tymczasem nowe interpretacje aktywnie stymulują do powstawania nowych kościołów, stowarzyszeń i sekt religijnych. Każde z tych wyznań utrzymuje, że ich wykładnia Biblii jest najwłaściwsza, co prowadzi do konfliktów, a nawet do wojen.

Sam się zastanawiam, czy moja wiedza zapisana w tym opracowaniu nie jest kolejną interpretacją Pisma Świętego. Nawet gdyby tak było, to nie mam takich intencji, a na pewno nie chcę, aby stało się ono powodem powstania jakichś konfliktów. Ja ze swej strony proponuję mój „kod” oparty na dwóch fazach podejścia do wiedzy zawartej w Biblii. 

 

W pierwszej fazie polega ona na uświadomieniu sobie faktu, że do zrozumienia Boga powinno się użyć całego ludzkiego intelektu i logicznego myślenia. Dotyczy to szczególnie włączenia aktualnych osiągnięć wiedzy naukowej w celu lepszego zrozumienia istnienia Pierwszej Przyczyny. W drugiej fazie stosuję analizę treści zawartej w Biblii w oparciu o fundamentalne przymioty Bytu Pierwoistnego. Opisałem Jego atrybuty na początku tego opracowania.

W kolejnych przemyśleniach, będących następstwem intelektualnej medytacji nad treścią zaszyfrowaną w tej księdze, kierowałem się uczuciem, które nazwałem dotknięciem Serca Boga. To oznacza nie tylko bezgraniczną miłość do Ojca Niebieskiego, ale także głęboką potrzebę zrozumienia Jego Samotnego Serca. To nie dotyczy tylko upadku Adama i Ewy, ale również ukrzyżowania Drugiego Adama, Jezusa Chrystusa. Czuję się jakby odpowiedzialny za Jego samotność. To uczucie przekazuję dalej tym, którzy nie mają czasu lub nie znajdują w sobie wystarczającej motywacji do samodzielnej analizy treści biblijnych. Chciałbym, aby moje wypowiedzi były impulsem pobudzającym innych do zainteresowania się gruntowną wiedzą o Bogu i człowieku opartą na proponowanym „kodzie”.

 

Nie mam wątpliwości, że Biblia była pisana w dobrej wierze i w celu przekazania nam jakiejś ważnej prawdy. Mam prawie pewność, że pisana była przez ludzi natchnionych, choć nie wszyscy podzielają ten pogląd. Na pewno Biblia wywarła znaczący wpływ na cywilizację ludzką i jest chyba najważniejszą księgą w dziejach ludzkości. Dlatego zabieram głos w jej sprawie w moim opracowaniu.

 

Jeśli nie przyjmie się, że Biblia była spisana przez natchnionych pisarzy, to nie ma sensu traktować jej jako źródła prawdy religijnej, a szczególnie jako księgi przedstawiającej ważną wiedzę o istnieniu Boga. Bez natchnienia ze strony dobrego świata duchowego oraz bez uwzględnienia wszechobecnej natchnionej symboliki opisywanych faktów, staje się ona tylko obszernym tomiskiem opisującym pewne dawne wydarzenia i to w sposób tendencyjny, niedokładny, a czasem nawet niezgodny z zaistniałymi faktami. Praktyczną wartość jej treści można porównać do wartości przypowieści, które głosił Jezus. Były one najczęściej symboliczne, czasem naiwne, a nawet mogły różnić się od innych podobnych opisów. My jednak wiemy, że nie o to w nich chodziło. Były to bowiem natchnione nauki Jezusa, kryjące się za symbolicznymi zdarzeniami. Skoro robił to Nauczyciel apostołów, to znaczy, że taka metoda podejścia do Biblii powinna być właściwa.

 

Jeśli ktoś mówi, że w Biblii są błędy, to powinien przynajmniej uwzględnić autorytet Jezusa. Jest On bowiem jakby sędzią wobec tego, co naród żydowski przygotował w postaci Pism, które składają się na księgi Starego Testamentu. W wielu miejscach w Ewangeliach jest napisane, że Jezus cytował te Pisma. Nie napisano jednak, że wykazywał w nich jakieś błędy. Jego wyjaśnienia polegały raczej na dokładnej analizie wykazującej, że te Pisma mówiły właśnie o Nim. Wygląda na to, że teksty Starego Testamentu były dla Niego wiarygodne i dlatego o błędach nic nie mówił.

 

Można zatem teraz zadać pytanie, czy Biblia jest prawdziwym przekazem wiedzy od Boga?

 

Nie potrafię w sposób bezpośredni odpowiedzieć na to pytanie. Uważam przede wszystkim, że Biblia prowadzi do Prawdy (tej przez duże „P”). Mówiąc dokładnie, Biblia nie jest prawdą samą w sobie, ale kluczem i drogą do poznania Prawdy. Zatem, moim zdaniem, dla Izraelitów tekst Starego Testamentu też powinien być kluczem i drogą do poznania Prawdy, czyli przewodnikiem do rozpoznania Mesjasza w osobie Jezusa. Tymczasem naród, do którego była adresowana ta księga, nie odczytał z niej prawdy, ani przez duże, ani przez małe „p”. Jednak dziś można z całą pewnością odpowiedzieć na pytanie, co to jest Prawda według Biblii. Wyjaśnił to sam Jezus, gdy powiedział: „Ja jestem Drogą, Prawdą i Życiem” (J 16, 6). Zatem Prawda przez duże „P” to nie żaden opis ani teoria, ale to konkretna Osoba – Jezus Chrystus. To właśnie On jest ucieleśnieniem Słowa Bożego. Przypuszczam, że właśnie z tego względu chrześcijanie używają określenia Słowo Boże dla nazwania ksiąg biblijnych.

 

Dlatego twierdzę, że Biblia to księga prowadząca do Prawdy przy użyciu wszelkich metod odwołujących się do inteligencji ludzkiej. Nie zajmuje się ona przedstawianiem prawdy samej w sobie, szczególnie tej przez małe „p”. Zawiera opisy zdarzeń, które wcale nie musiały mieć miejsca lub takie, które możemy poznać przez odmienne relacje, niepodobne do tych biblijnych. Opisuje fakty historyczne, które wyglądały zupełnie inaczej według innych źródeł lub też mogły w ogóle nie mieć miejsca. Przedstawia słowa, które niekoniecznie padły wobec konkretnych lub domniemanych słuchaczy. Dziś te słowa znamy tylko z relacji i mogą dla nas brzmieć zupełnie inaczej niż w dawnych czasach. Biblijne opisy zdarzeń, faktów i słów mogą być formą wykładu pouczającego, jak odróżnić dobro od zła lub jak należy postępować w życiu codziennym. Jednak niekoniecznie muszą mieć coś wspólnego z faktycznymi wydarzeniami.

 

Twierdzę zatem, że jest to księga dydaktyczna. Za pomocą różnych obrazów, opisów, przenośni czy przypowieści próbuje nas nauczyć nie tylko właściwego postępowania, ale czegoś o wiele ważniejszego. Przykładem tego jest przypowieść o miłosiernym Samarytaninie opowiedziana przez Jezusa. Chciał przez nią zdefiniować pojęcie bliźniego i nie ma znaczenia, czy opisane wydarzenie miało w ogóle miejsce. Jezus, jako nauczyciel dla apostołów, często stosował takie dydaktyczne metody, aby prości ludzie zrozumieli trudne pojęcia. W dalszym zamyśle chciał spowodować, aby każdy słuchacz Jego przypowieści kierował się zarówno miłością jak i mądrością wynikającą z logicznego myślenia. Było to jednym z głównych celów Jego nauk. Dlatego powinno to też być głównym celem całej edukacji chrześcijańskiej. Oczywiście, najważniejsze przesłanie nauk Jezusa polegało na przekazaniu narodowi wybranemu, że Bóg jest dla wszystkich Ojcem Niebieskim, a On, Jezus z Nazaretu, jest Jego Synem. W tym względzie nie tylko posługiwał się przypowieściami, ale również mówił o tym wprost, aż w końcu oddał za to życie.

 

Powyższe rozważania prowadzą do wniosku, że Biblia jest otwartą księgą, którą miliardy ludzi poznają na swój sposób, aby dojść do Prawdy. Próbuję im w tym pomóc w miarę moich ograniczonych możliwości, przede wszystkim stosując logiczne myślenie. Odrzucam bowiem światopogląd, że w przypadku poznawania Boga nie powinno się kierować naszą ludzką logiką. Tymczasem przez nasze logiczne rozumowanie otwiera się droga do możliwości właściwego zrozumienia Biblii przez każdego z nas.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

ISTOTA -”Dotyk wieczności”