Człowiek wobec wiary w Boga

Jak odnaleźć Boga w swoim życiu osobistym?

Image_29

Czym jest wiara w Boga?

Chrześcijanie, szczególnie ci, którzy deklarują się jako głęboko wierzący katolicy, mówią, że wiara jest łaską od Boga. Bez oporów głoszą, że Bóg rozdziela swoje łaski według Swej Woli, a więc jednym daje łaskę wiary, a innym nie. Myślę, że to bardzo niesprawiedliwy obraz Naszego Stwórcy. Bóg jest przecież Naszym Ojcem, a wszystkie religie mówią, że jest bardzo sprawiedliwy. Nie powinien dzielić ludzi na gorszych i na lepszych lub na takich, których obdarzy Swoją łaską i na takich, którym jej nie da. Myślę zatem, że wiara musi zależeć od czegoś innego niż Jego łaska.

 

W Ogrodzie Eden Bóg przestrzegał Adama i Ewę przed spożyciem owocu z jednego z drzew tego ogrodu. Pisałem już o tym w rozdziale o początkach zła. Potem jednak pojawił się ”Wąż” i stwierdził coś wręcz przeciwnego niż Bóg. Warto zauważyć, że po jednej stronie mamy słowa Ojca Niebieskiego, który zabrania spożywania tego owocu, a po drugiej ktoś inny, dużo mniej ważny, pojawia się z przeciwnym zdaniem. I o dziwo, pierwsi ludzie uwierzyli słowom „Kusiciela”, a odrzucili słowa Boga. Wyjaśniałem już w wielu miejscach tego opracowania, że przed upadkiem Adam i Ewa byli nieskażonymi złem dziećmi Ojca Niebieskiego, a więc nie było powodu, żeby nie zaufać Jego słowom, tym bardziej, że niedostosowanie się do nich powodowało niechybną śmierć. A zatem nie chodzi tu o łaskę wiary, ponieważ gdyby wiara zależała od Woli Boga, to na pewno nie doszłoby do upadku.

 

Wygląda na to, że wiara zależy od wiedzy człowieka i od jego woli. Lucyfer wpłynął na wiedzę ludzi tak mocno, że przy złym ukierunkowaniu siły miłości doszło do tragedii upadku. Najważniejszym, pierwotnym uczuciem każdego z nas jest miłość. Jeżeli ta miłość zostanie w jakiś sposób zniszczona lub uszkodzona, to dopiero wówczas pojawia się potrzeba wiary.

 

Wobec tego nasza wiara ma charakter zjawiska wtórnego, które jest konsekwencją upadku. W naszym świecie, odseparowanym od Boga, to od nas zależy, jak bardzo uzależnimy się od „władcy tego świata” i jak bardzo będzie on zasłaniał sobą Boga. Nasza upadła natura może być na tyle dominująca, że nie będziemy w ogóle odczuwać potrzeby wiary w Boga, a tym bardziej miłości do Niego. W obecnym społeczeństwie upadła natura bardzo zróżnicowanie wpływa na sposób myślenia poszczególnego człowieka, co daje odmienne pojmowanie Boga. Stąd też różne poziomy i różna moc ludzkiej wiary.

 

Aby odkryć w sobie wiarę, warto sprawdzić, jak ona działa w przypadku miłości i szczęścia. Pragniemy ich i jesteśmy przekonani, że mamy do nich prawo. Szczerze w to wierzymy. To daje nam energię i wolę, aby je posiąść. Nie widać ich, ale wiemy, że istnieją, choć trudno to udowodnić. Nasza wiara w ich istnienie pochodzi z wewnętrznego przekonania, z podświadomej wiedzy tkwiącej w nas. Tak właśnie działa pierwotna natura. Marzymy o szczęściu i o miłości w oparciu o nadzieję, że się spełnią. Możemy to również nazwać wiarą.

 

Gdyby takie przekonanie dotyczyło wiary w Boga, to pewnie wszyscy ludzie na Ziemi wierzyliby w Niego. Dobrze byłoby zatem, aby marzenia o szczęściu i miłości połączyć ze źródłem ich powstania, czyli ze Stwórcą. Cały problem tkwi w tym, żeby to zrozumieć. Warto więc, choćby z ciekawości, sprawdzić, czy tak jest. Gdyby okazało się to prawdą, zakosztowalibyśmy szczęścia i miłości w wymiarze nieskończonym. Dotychczasowe doświadczenia wskazują, że zdobycie szczęścia i miłości jest często przelotne, chwilowe i nietrwałe. Tymczasem połączenie tych uczuć z ich Twórcą może dać nam szansę na ich wieczne trwanie.

 

Co zatem decyduje o wierze? W pierwszej kolejności to my sami mamy o tym decydować w oparciu o swoje wewnętrzne przekonanie, czyli o rodzaj wewnętrznej wiedzy, którą w sobie nosimy. Zatem zanim w tym względzie posłuchamy kogokolwiek, warto w ciszy i samotności szczerze zajrzeć w głąb samego siebie. Stamtąd możemy zaczerpnąć pierwszą właściwą wiedzę, gdyż tam, w naszej głębi, w każdym człowieku bez wyjątku, jest początek „nici” wiążącej nas z Ojcem Niebieskim. To nasza pierwotna natura. Każdy ją nosi w sobie, choć jest niewidoczna. Trzeba zatem, choćby na chwilę, zatrzymać się i skupić, aby było możliwe jej odnalezienie. To nie jest żadna łaska ani dar. To powszechna reguła, tak jak fakt, że jesteśmy wieczni. Warto to sprawdzić, decydując się na chwilę absolutnej szczerości z samym sobą. To tak, jakby się stało samotnie w nocy i patrzyło w rozgwieżdżone niebo. Powinniśmy to zrobić sami, nie zwracając uwagi na otaczające nas środowisko.

Dopiero na drugim miejscu stawiam zewnętrzną wiedzę, którą i ja dostarczam w tym opracowaniu.

 

Rozglądając się w społeczeństwie, łatwo zauważyć, że jest spora grupa ludzi niewierzących w Boga. Tak przynajmniej twierdzi o sobie wiele osób. Z drugiej strony ci, którzy wierzą, nie zawsze potrafią w miarę dokładnie określić swojej wiary. Na pewno pomaga przynależność do konkretnego wyznania czy organizacji religijnej. Wtedy można łatwo przyjąć zasady wiary obowiązujące w takiej wspólnocie i uznać je za swoje. Jednakże zawsze warto zdobyć się na głębszą refleksję nad obecnym stanem swojej wiary, aby samodzielnie móc ją opisać.

 

Dużo trudniej mają ci, którzy twierdzą, że wierzą w Boga, ale nie należą do żadnego wyznania religijnego. Ci ludzie próbują jakoś określić swoją wiarę i wyobrazić sobie Boga, którego przyjęli na swój sposób. Właśnie tacy są najwłaściwszymi adresatami niniejszego opracowania. Może ono służyć dla nich jako nowa płaszczyzna do przemyślenia swojej wiary.

 

Następna grupa ludzi, do której adresuję moje opracowanie, to niewierzący w żadnego Boga, ale niemający negatywnego stosunku do problemów religijnych. W tej grupie ludzi na pewno pojawiają się pytania, na które moje opracowanie próbuje odpowiedzieć. Ta grupa, zresztą jak wielu innych ludzi, ma bardzo mgliste pojęcie o Bogu i szuka go trochę po omacku. Może dzięki argumentom podanym przeze mnie uda się im kiedyś odnaleźć Tego Nieznanego.

 

W oparciu o moje opracowanie można również stanąć do konfrontacji z wojowniczymi ateistami. Argumenty tu używane bazują na logicznym rozumowaniu, dlatego powinny spowodować zastanowienie się nad doktrynami opisującymi Boga, ludzi i świat. Ateiści też posługują się logicznymi argumentami, próbując zanegować sens wiary w Boga. Niestety, rozpoczynają swoje ataki od wytykania błędów, które popełniają ludzie głoszący istnienie Boga, i od wskazywania skrajnych przypadków zgorszenia, jakie powodują swoim niemoralnym postępowaniem przedstawiciele duchowieństwa różnych religii. Przywołują jeszcze przykłady działalności inkwizycji i dowody na preparowanie tekstów biblijnych. Wskazują często na sprzeczne z nauką poglądy religijne. Na przykład wracają do przebrzmiałych zarzutów wobec wyznawców głównych religii, którzy uważali, że Ziemia jest płaska i że Słońce krąży wokół niej. Te argumenty mają w sposób logiczny wyjaśnić, że Bóg nie istnieje, że twórcy religii to oszuści oraz że religia to opium dla ludu. Równocześnie bardzo chętnie przeciwstawiają naukę religii.

 

Te wszystkie argumenty powtarzane są od wielu lat, powtarzali je materialiści, marksiści, komuniści i wszelcy przeciwnicy instytucji religijnych. Niestety są to właściwie tylko ataki na ludzi i na ludzkie błędy, w sposób nieuczciwy wciągające Boga do udziału w życiu upadłego świata. Tymczasem, jak wykazałem przedtem, Bóg nie uczestniczy w funkcjonowaniu naszej cywilizacji i po prostu nie ma Go w upadłym świecie. Nawet posiłkowanie się nauką jest swojego rodzaju oszukańczym zabiegiem ateistów. Nauka nie zajmuje się Bogiem i nie ma żadnych mechanizmów, aby udowadniać, czy Bóg istnieje, czy nie. Po prostu nauka bierze pod uwagę tylko istnienie świata materialnego, to znaczy zajmuje się wszelkimi przejawami życia w widzialnym wszechświecie. A zatem używanie nauki do walki z Bogiem jest nieuprawnione i nieuczciwe.

 

Dopóki ateizm dotyczy poglądów poszczególnych osób, nie jest jakimś większym problemem. Wynika to z prawa każdego człowieka do wyznawania takich poglądów osobistych, jakie mu odpowiadają. Jednak gdy ateizm staje się sztandarową ideologią większych grup społecznych, a nawet całych państw, to taka sytuacja prowadzi często do wielkich dziejowych tragedii.

Rewolucja francuska wprowadziła po raz pierwszy na sztandary narodowe hasła ateizmu państwowego, co poskutkowało usuwaniem kleru wszelkich wyznań z terenu państwa, a nawet do masowych mordów. Gilotyna pracowała wtedy „pełną parą”, gdyż o losie ludzi decydował sąd obywatelski, a nie prawo do swobodnego wyrażania poglądów osobistych. Ten francuski ateizm głosił wolność, równość i braterstwo, ale odbierał właściwie godność osobie ludzkiej. Człowiek był, według tego typu ateistów, najwyżej rozwiniętym zwierzęciem. Każde nieposłuszne zwierzę, tak jak i nieprawomyślnego obywatela, można było po prostu usunąć ze społeczeństwa i zlikwidować. Takie poglądy kontynuowała strategia wojen napoleońskich, co pociągnęło ogromne ofiary w ówczesnej Europie. Wiele z tych elementów ateistycznych znalazło się na sztandarach Wiosny Ludów, aż w końcu legło u podstaw filozofii marksistowskiej i komunizmu. Dalej zaowocowało to ludobójstwem i Holokaustem w okresie panowania faszyzmu i hitleryzmu oraz masowym prześladowaniem przejawów życia religijnego we wszystkich państwach komunistycznych. Dzisiaj, niestety, wiemy już dobrze, ile milionów ludzi straciło życie w obozach koncentracyjnych, w sowieckich łagrach czy w dalekowschodnich obozach śmierci. Tak bowiem działał praktycznie ateizm państwowy i wynikające z niego poglądy oparte na założeniu, że nie ma Boga i że człowiek jest jedynie bytem fizycznym.

Ludzkość zapłaciła najwyższą cenę za zgodę na ateizm państwowy, który niestety wyrósł z ateizmu indywidualnego. Z wielkim bólem słucham młodych ludzi, którzy głoszą swoją osobistą wolność i osobiste szczęście bazujące na ateizmie. Również z wielkim bólem obserwuję, jak wielu ludzi daje się oszukać zwodniczą argumentacją stosowaną przez ateistów w obecnym społeczeństwie.

 

Tymczasem osobiście mogę zrobić tylko jedno: zaprosić każdego do zapoznania się z moim opracowaniem, do podjęcia dyskusji nad prawdziwą osobowością człowieka i do logicznego zrozumienia przejawów istnienia Boga. Aby wzmocnić moją argumentację, przywołam teraz opinię Kogoś dużo ważniejszego dla mnie.

 

Pewien Człowiek, po bezowocnych próbach przekonania ludzi do przedstawianego przez siebie opisu rzeczywistości, powiedział pewne zdanie, które przeszło do historii. Stwierdził, że ludzie mają oczy do widzenia, a nie widzą, mają uszy do słuchania, a nie słyszą, mają rozum, a nie mogą zrozumieć!

 

To, że ludzie czegoś nie dostrzegają lub czegoś nie rozumieją, jest niezaprzeczalnym faktem. Gdy chodzi o drobne rzeczy, nie jest to jakiś wielki problem. Jednak w przypadku spraw zasadniczych dla ludzkości staje się to bardzo istotnym problemem.

 

Jest wiele dowodów na to, że ludzkie umysły można zmanipulować złą wiedzą lub zaprzeczaniem ewidentnej prawdzie. Widać to na wielu przykładach.

Znamienny wniosek można wysnuć, analizując dojście do władzy Hitlera w Niemczech i wszystkie następstwa wynikłe z tego faktu. Prawie cały naród można było zmanipulować w tak straszny sposób, że jego członkowie żyli nienawiścią i mordowali bez skrupułów miliony niewinnych istnień. Równie tragiczna w skutkach była agitacja komunistyczna, która przez szerzenie kłamstw doprowadziła do wielu tragedii na kuli ziemskiej.

Wynika z tego, że ludzie mogą żyć w niewiedzy, działać zgodnie z wolą szalonych przywódców i stracić kontakt z rzeczywistością. Mogą też czynić wiele innych złych rzeczy w przekonaniu, że robią coś dobrego.

 

Istotnym tego wnioskiem jest stwierdzenie, że ludźmi można manipulować i to na wielką skalę, co prowadzi do wielu tragedii. Często u źródeł tego zjawiska leży fanatyczna wiara w Boga lub wiara w różnych „bożków”. Również niewiara w Boga lub podejrzenie o jej brak potrafi wywołać tragiczne w skutkach zdarzenia. Tego typu sytuacje znajdują swoje odbicie w wojnach religijnych, w działalności inkwizycji czy w końcu w męczeńskiej śmierci wielu głosicieli idei religijnych lub misjonarzy.

 

Dlaczego tak się dzieje?

Dlaczego można zmanipulować ludzkie umysły do poziomu wiary w kłamstwa, będące w sprzeczności ze zdrowym rozsądkiem?

Odpowiedzi należy szukać w braku fundamentalnej i trwałej wiedzy o pochodzących od Boga mechanizmach otaczającego nas świata. Jeżeli człowiek nie wie, że jest wieczny i nie rozumie, kim jest wobec wszechświata, to nie ma w sobie żadnego trwałego fundamentu życiowego.

 

Wiedza o tym, że absolutnie każdy człowiek, bez względu na rasę, wyznanie czy narodowość jest wieczny i wywodzi się z Transcendentnego Źródła, jakim jest Bóg, może powstrzymać rozwój nietolerancji, nienawiści i następstw tych uczuć w formie ludobójstwa. Szersza wiedza o Bogu i człowieku tworzy z niego istotę bardziej odporną na wpływ wszelkiego rodzaju zła, począwszy od wpływu Szatana, poprzez kłamstwa szalonych przywódców, a na drobnych pokusach skończywszy.

 

Zastanowienie się nad sensem swojego życia, trochę zaufania do głosu własnego sumienia i szczypta optymizmu życiowego zawsze wpływają korzystnie na osobowość człowieka. Wiedza o nieśmiertelnej osobie duchowej w każdym z nasz jest rzeczywiście niełatwa do uzyskania w obecnym świecie. Tej wiary i tej wiedzy nie można odziedziczyć. Każdy człowiek musi się z tym zmagać indywidualnie od początku swojego życia. Równocześnie otaczający nas świat może nie dostarczać takiej wiedzy. Jest wręcz przeciwnie. Fakty wokół nas w minimalnym stopniu świadczą o istnieniu Boga i o wieczności istniejącej w człowieku. Można powiedzieć, że obecny świat w sposób automatyczny oddala nas od Boga. To właśnie z tego powodu zmęczony Swoimi wysiłkami Jezus mówił, że ludzie mają oczy do widzenia, a nie widzą, mają uszy do słuchania, a nie słyszą, mają rozum, a nie mogą zrozumieć!

 

Jak wyjść z tej sytuacji?

Pewni otwarci duchowo ludzie, zwani świętymi, a czasami nawiedzonymi, jak również sam Jezus, próbowali przełamać brak ludzkiej wiary w Boga i przekazywali wiedzę, którą w sobie nosili. Nabyli ją w trochę niezrozumiały sposób, a następnie z wielką pasją zaczynali ją rozpowszechniać. W wielu przypadkach skończyło się to dla nich utratą życia. Wynika z tego, że działanie na rzecz wiary w Boga jest zadaniem bardzo niebezpiecznym. Nie ma wątpliwości, że głównym przeciwnikiem tych ludzi jest sam Szatan, ale ryzyko powodują też i takie czynniki, jak głupota manipulowanych ludzi, dziwny strach przed poznaniem prawdy lub po prostu trudności życiowe, niesprzyjające otwarciu się na ważne sprawy.

 

Czasami można dojść do wniosku, że tylko jakiś totalny szok lub wydarzenia podobne do wybuchu wojny mogą wstrząsnąć ludźmi i pobudzić w nich pragnienie poznania prawdy. Nie należy dziwić się chrześcijanom, którzy rozwiązanie tego stanu widzą tylko w spektakularnym zjawisku Sądu Ostatecznego i Końca Świata.

 

Co zatem zrobić, aby uzmysłowić sobie istnienie Boga lub przynajmniej zrozumieć potrzebę Jego poznania?

 

Jeszcze raz odwołam się do przytoczonego powyżej stwierdzenia o oczach, uszach i o rozumie. Nasze oczy warto skłonić do głębszego widzenia, aby mogły obiektywnie zobaczyć świat wokół nas. Nasze uszy warto przygotować do słuchania, aby mogły usłyszeć głos mądrych i uczciwych ludzi tłumaczących rzeczy istotne dla naszego istnienia. Nasz rozum uwolnić od szumu cywilizacji, aby móc zrozumieć coś więcej niż kłopoty dnia powszedniego.

 

Gdy patrzę na przyrodę i obserwuję zjawiska mające miejsce w jej życiu, na przykład wśród zwierząt, to widzę niebywałe bogactwo form, niesłychanie skomplikowane organizmy, wyczulone zmysły oraz ich niezwykłe umiejętności korzystania z dobrodziejstw środowiska. Wtedy staje się dla mnie jasne, że to wszystko nie zrobiło się samo i fakt przemian ewolucyjnych nie przyszedł znikąd. Choć obecnie jestem już w fazie podziwu nad mądrością Stwórcy, to zaczynałem przecież od stadium zdziwienia otaczającą mnie rzeczywistością i poziomem intelektu wbudowanym w prawa przyrody. Ten poziom nie mógł się wziąć sam z siebie, nie wprowadzili go też ludzie, gdyż ich wiedza jest wielokrotnie za mała. Musiał on pochodzić ze stokroć inteligentniejszego źródła niż ludzki rozum. Stopniowo zdałem sobie sprawę z konieczności istnienia inteligentnego źródła twórczego, a to z kolei uświadomiło mi wszechobecność Stwórcy.

 

Jeśli chodzi o słuchanie, to zacząłem od przypadkowego wsłuchiwania się w wiersze znanego księdza – poety, który szczególnie utożsamiał przyrodę z dziełem Stwórcy. Właśnie słuchanie i czytanie ciekawych poglądów różnych uczonych powinno prowadzić do świadomości o istnieniu Inteligentnego Źródła we wszechświecie. Odpowiednia dawka wiedzy z różnych naukowych i religijnych książek przyjęta w okresie edukacji powinna potem zaowocować chęcią wsłuchiwania się w głosy osób analizujących sens istnienia tego świata. To może inspirować wielu ludzi w kierunku poszukiwania właściwej prawdy o powstaniu wszechświata.

 

Myślę, że rozbudzony w ten sposób rozum ludzki może zacząć wyciągać właściwe wnioski. Tak jak zauważyłem wcześniej, zewnętrzna rzeczywistość tego świata wcale nie skłania do wniosku o obecności Boga. Jednak wystarczy zamiast zewnętrznych doznań włączyć wewnętrzne uczucia, aby pojawiła się chęć poznania czegoś niewidocznego na pierwszy rzut oka. Wówczas można mieć szansę odkrycia pełniejszej wiedzy o naszym życiu i o całym wszechświecie. Przekonałem się, że nie jest to jakiś nadprzyrodzony dar, ale zjawisko działania ludzkiego rozumu. Może ono prowadzić do naturalnego zrozumienia istnienia Boga bez uciekania się do edukacji religijnej.

 

Aby zbudować właściwą wiarę w oparciu o wiedzę, polecam dla przykładu przeanalizowanie dwóch różnych sytuacji. Zacznę od tej pierwszej.

 

Mianowicie obecność Boga można pośrednio zrozumieć, patrząc na rozwój cywilizacyjny ludzkości. Najczęściej charakteryzuje się on pomnażaniem bytów, w kierunku coraz bardziej skomplikowanych i doskonalszych. Jest tak dlatego, że „Ktoś” nas tego nauczył. „Boski” sposób na rozwój polegał na tworzeniu coraz bardziej skomplikowanych i doskonałych istnień. Z Boga, jak ze źródła, wyłaniały się wciąż nowe, doskonalsze koncepcje stworzeń, aby w końcu dojść do samego człowieka.

 

W tym momencie Stwórca jakby zakończył Swój wkład w przemiany przyrody, uznając, że nastąpił koniec ewolucyjnego rozwoju, co dotyczyło również fizycznych ciał ludzi. I taki był właśnie nasz początek. Został bowiem osiągnięty poziom umożliwiający osobom fizycznym doprowadzanie do doskonałości osób duchowych związanych z nimi. Wynika z tego, że w opinii Stwórcy ludzkość „dorosła” już do przejęcia Jego zdolności twórczych. Oczywiście pozostał wciąż „Boski” etap wyłaniania się z Niego osób duchowych, gdyż w ten sposób zawsze będą się rodzić nowi ludzie. Dzięki opisanemu działaniu rozwija się nie tylko ludzkość, ale także Sam Bóg.

 

Ludzie od początku powstania cywilizacji przejęli od Stwórcy przypadający im etap rozwoju naszego fizycznego świata. Od tego momentu już tylko sami ludzie zajmują się tą rzeczywistością, tworząc wciąż nowe byty stanowiące o rozwoju cywilizacji. Wystarczy rozejrzeć się wokół siebie. Widać miasta, drogi i inne konstrukcje przestrzenne. Nastąpił niewyobrażalny postęp w rozwoju łączności i komunikacji. Podziwiamy eksplozję pomysłów we wszystkich dziedzinach życia. Wciąż przybywa bytów znamionujących nowoczesność i udoskonalanie się.

 

Warto zmusić swój rozum do wysiłku i dzięki temu odnaleźć w opisywanych zjawiskach pierwotne źródło. Gdy już zdołamy zidentyfikować Stwórcę, to mogą się nam otworzyć oczy, uszy oraz rozum. Wówczas może zrozumiemy, że rozwój jest naszym dziedzictwem otrzymanym od Boga, Naszego Ojca.

 

Piszę to, aby inni mogli podzielić ze mną wniosek, że używanie oczu, uszu i rozumu w sposób szczery i otwarty prowadzi do poznania Boga oraz do zrozumienia Jego obecności we wszechświecie.

 

Drugi przykład dotyczy trochę innego sposobu ukształtowania w sobie wiary w Boga. Proponuję, aby w tym względzie zrozumieć, że człowiek nie jest zwierzęciem.

 

Gdy rozmawiamy z drugą osobą, to nie mówimy przecież do jej skóry i kości, ale do kogoś, kto jest w środku. Czujemy, że nasze słowa płyną gdzieś do głębi naszego słuchacza i wzbogacają jego wiedzę. To i jeszcze tysiące innych rzeczy, które potrafią robić ludzie, całkowicie odróżnia nas od zwierząt.

 

Dlatego stale podkreślam dokonania naszej osoby duchowej w oparciu o osobę fizyczną. Jest to zupełnie unikalne zjawisko w skali całego wszechświata. Człowiek został bowiem umiejscowiony między istnieniem Pierwszej Przyczyny a swoją obecnością w wiecznym bezmiarze kosmosu. Jako jedyna istota przekształca wszechświat i będzie to robić w nieskończoność. I tu dotykamy wieczności. Cały wszechświat, od cząstki elementarnej do największych galaktyk, tworzy wieczystą płaszczyznę działania dla swojego „gospodarza” – człowieka. Aż się prosi, aby ta wieczność, która nas otacza, była również naszym udziałem. I tak jest, bowiem nie może być inaczej. Mamy ją w sobie i na zewnątrz nas. Ta wieczność w nas to nasza osoba duchowa, czyli my sami, właściwi ludzie. Tak też jest z Pierwszą Przyczyną, która wypełnia Sobą cały wszechświat. W ten sposób można zrozumieć konieczność istnienia naszego Stwórcy.

 

Najwyższy czas, aby wyjść z zaściankowego postrzegania Stwórcy. Dla wielu religii, w tym dla chrześcijaństwa, zdaje się On być Bogiem porażki. Takie wrażenie można odnieść z opisu upadku pierwszych ludzi i uczynków Jego aniołów. Również historia zbawienia, przeniknięta męczeństwem świętych, nie może być traktowana jako pasmo sukcesów. Do tego dochodzi niesprawiedliwe ukrzyżowanie Syna Bożego Jezusa Chrystusa, Jego wciąż niedokończone zbawienie oraz tylko duchowe zwycięstwo nad Szatanem. To wszystko może nie napawać zbytnim optymizmem. Dlatego wielu ludzi w ogóle w Niego nie wierzy.

 

Tymczasem w moim pojęciu nasz Ojciec Niebieski jest twórcą całego zamieszkałego przez ludzi wszechświata. Powtarzam swoje przypuszczenie, że Stwórcza zrealizował Swoją Wolę w postaci ustanowienia idealnego świata na wszystkich zamieszkałych planetach kosmosu, tworząc tam idealne światy zamieszkałe przez ludzi będących na Jego obraz i podobieństwo. Jestem pewien, że przy pełnej mobilizacji ludzkości doczeka też takiego stanu na naszej Ziemi. Nie jest więc Bogiem Porażki, tak jak wydaje się wielu ateistom zamkniętym w ich małym ziemskim światku. Jest Absolutem, który Swoją Wolę, Intelekt, Piękno i Miłość rozsiał po całym wszechświecie.

 

Tak oto warto zacząć osobistą próbę odnalezienia Boga. Jak widać z powyższego, dobrze jest posłużyć się logicznym rozumowaniem i naszą wewnętrzną intuicją. Dla utrwalenia swojej wiedzy warto jeszcze raz wrócić do pierwszych rozdziałów tego opracowania, począwszy od tematu zatytułowanego „Byt Pierwoistny”, poprzez takie jak: „Osobowość Boga” i „Bóg jako Ojciec i Stwórca”, aby jeszcze raz upewnić się, kim jest Bóg i kim jesteśmy my.

 

To wszystko, co mam do zaoferowania, aby przybliżyć każdemu swoje wieloletnie przemyślenia i przyczynić się tym samym do powstania u każdego jego własnego zrozumienia Boga.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

ISTOTA -”Dotyk wieczności”