Sens życia człowieka

Próbuję zdefiniować właściwy sens i cel życia człowieka.

Image_30

Siedzisz sobie i myślisz: po co żyję? Przecież muszę gdzieś mieszkać, jakoś się ubrać i coś jeść. Na to trzeba pieniędzy. Czy więc żyję po to, aby zarabiać pieniądze na życie? Czy to jest właściwy cel mojego istnienia, czy tylko konieczność? Powiedzmy, że dla niektórych ludzi zarabianie pieniędzy jest podstawowym celem życia, gdyż prócz zaspokojenia podstawowych potrzeb życiowych, daje nam to dostęp do wielu ważnych i ciekawych rzeczy na tym świecie. Jednak taki stan pozostaje tylko wygodną płaszczyzną życia i pytanie: po co żyję, wraca bardzo szybko.

 

Rodzice równie łatwo odpowiedzą na to fundamentalne pytanie: żyją dlatego, aby dobrze wychować dzieci i dać im szczęście życiowe. Pewnie to samo powtarzają od zawsze wszyscy rodzice. My też jesteśmy tutaj dlatego, że nasi rodzice tak myśleli. Tylko, po co żyli rodzice naszych rodziców? I tu znowu wyczuwamy, że to ważne pytanie wymaga lepszej odpowiedzi. Wszystkie bowiem powyższe odpowiedzi trochę upodobniają nas do zwierząt, a przecież nie jesteśmy zwierzętami.

 

Po co żyje ludzkość i po co żyją poszczególni ludzie? Mamy za sobą parę tysięcy lat cywilizacji, wiele fantastycznych zdobyczy techniki, zanieczyszczone środowisko przyrody, wyniszczone gatunki zwierząt, tysiące potwornych wojen i zbrodni oraz kawałeczek zdobytego kosmosu. W ciągu tych ostatnich kilkudziesięciu tysięcy lat zwierzęta nic nie wniosły do rozwoju cywilizacji. Tymczasem ludzkość pędzi ze swoim rozwojem do przodu. Nie jesteśmy oczywiście zwierzętami. A więc kim jesteśmy? Na pewno jakimś specjalnym bytem we wszechświecie. Myślimy wciąż o przyszłości, tworzymy wokół siebie nowoczesną cywilizację. Robimy to nie tylko dla siebie, ale także dla swoich dzieci, a nawet dla przyszłych pokoleń. Jest tak dlatego, że mamy w sobie wieczność, którą nie w pełni czujemy. Tymczasem myśl o wieczności popycha nas wciąż do przodu, ponieważ to ona nas czeka. To jest ważna informacja, która częściowo odpowiada nam na pytanie, po co żyjemy.

 

Mamy dwa pewne momenty w naszym życiu: moment A – nasze narodzenie i moment B – naszą śmierć. Razem określają one pewien odcinek naszego życia. W granicach tego odcinka AB dokonuje się nasze życie fizyczne. Podobnie przebiega ono u innych bytów, na przykład u zwierząt. Różnica tkwi w tym, że człowiek zadaje sobie pytanie, co było przed punktem A i co będzie po punkcie B. Pyta, skąd się wziąłem, kto mnie powołał do życia i kim jest Bóg-Stwórca. Pyta też, co będzie dalej? Czy będę żył zawsze? W jakim to będzie miejscu i czy naprawdę będę wieczny? Dlatego skupienie się tylko na odcinku AB jest równoznaczne z upodobnieniem się ludzi do zwierząt. Prowadzi to do utraty przez człowieka godności dziecka Bożego, a następnie – godności pana wszechstworzenia, czyli postaci centralnej świata fizycznego i duchowego.

 

Poszukując odpowiedzi na pytanie o sens życia, warto skorzystać z rady największego autorytetu w dziejach ludzkości, czyli Jezusa Chrystusa. Skłaniał On wszystkich do ciągłych poszukiwań, aby znaleźć właściwą wiedzę o Bogu, do kołatania w niewidzialne drzwi, aby otworzyć drogę do poznania tajemnic o życiu wiecznym oraz do proszenia, aby otrzymać zrozumienie Woli Boga, często trudnej do pojęcia. Pewnie w ten sposób sugerował, żeby zastąpić wiarę racjonalnym zrozumieniem, czyli uzmysłowieniem sobie właściwej rzeczywistości o istnieniu Boga i związanym z Nim prawdziwym sensie życia.

 

Równocześnie w ramach uzmysłowienia sobie prawdziwego sensu życia trzeba wciąż brać pod uwagę fakt, że świat jest pod panowaniem Szatana. Dla człowieka mającego być panem wszechstworzenia oznacza to konieczność wyrwania się w przyszłości spod jego kontroli. Tymczasem Szatan utrzymuje bezwzględnie swoją władzę i nie jesteśmy w stanie indywidualnie tego zmienić. A na co mamy realny wpływ? Oczywiście, na siebie samych i na swoje postępowanie, aby nie akceptować tego stanu i nie przyzwyczajać się do niego. Stale warto pamiętać o tym, że każdy człowiek powinien zajmować pozycję dziecka Boga, podczas gdy każdy anioł był, jest i zawsze będzie tylko w pozycji sługi Boga, a tym samym i człowieka. Niestety, ten stan został zmieniony i upadły anioł, a dokładniej Archanioł Lucyfer, stał się panem człowieka, czyniąc z niego swojego sługę. Pocieszające jest jednak to, że taka sytuacja nie powinna trwać wiecznie.

 

Próbując zrozumieć właściwy sens życia, weźmy pod uwagę zwykłą ludzką chęć bycia bogatym. Zastanówmy się nad znaczeniem słów Jezusa, że „(…) łatwiej wielbłądowi przejść przez ucho igielne, niż bogatemu wejść do Królestwa Niebieskiego” (Mt 19, 24). Nie chodzi tu, oczywiście, o jakieś prawdziwe ucho igielne ani o wielbłąda, ale o bogactwo. Zdaniem Jezusa człowiek bogaty jest bardziej kontrolowany przez Szatana. Takiemu człowiekowi dużo trudniej jest zrozumieć Boga niż człowiekowi nieobciążonemu dobrami materialnymi. Czy to znaczy, że nie powinniśmy się bogacić? Tego nie wiem, ale na pewno szkoda na to czasu, jeżeli nasze krótkie życie jest tylko przygotowaniem do właściwego istnienia w świecie duchowym. W praktyce, na co dzień, pragnienie bogactwa zwycięża. Ludzie wciąż walczą o różne korzyści, odnosząc tylko czasem zwycięstwa, a w większości przypadków porażki. W ostatecznym rozrachunku marnują tylko czas i tracą szansę na osiągnięcie prawdziwego celu życia. Niestety, najczęściej nie zdają sobie z tego sprawy. Tymczasem wciąż wygrywa podporządkowana Szatanowi koncepcja naszej cywilizacji, a my bezwiednie uczestniczymy w przedłużaniu trwania tego swoistego piekła na Ziemi.

 

Jeżeli nasze życie fizyczne trwa na przykład 70 lub 100 lat, a dalsze przebywanie w świecie duchowym trwa wieczność, to na pewno ta druga, wieczna część życia jest stokroć ważniejsza. Zatem w oparciu o ten fakt łatwo podać prostą definicję sensu i celu życia ludzkiego. Jest nim jak najlepsze przygotowanie się do wiecznego życia w świecie duchowym. Po prostu okres przebywania w naszym świecie jest nauką życia we wieczności. To jest tak, jak z przejściem na zasłużoną emeryturę po skończonej pracy zawodowej. Mógłbym już tutaj skończyć ten temat, ale muszę dodać jeszcze kilka ważnych przemyśleń, gdyż wciąż szukam bardziej rozszerzonej definicji sensu i celu życia, która wynikałaby z połączenia dwóch punktów widzenia: ludzkiego i Boskiego.

 

Wrócę zatem do stwierdzenia, że celem życia człowieka jest osiągnięcie doskonałości, czyli stanu, który na naszym, ludzkim poziomie odzwierciedlałaby doskonałość Boga. Biblijne wezwania, aby być na obraz i podobieństwo Boga lub być doskonałym jak Ojciec Niebieski, właśnie tego dotyczą. Chodzi tu o doskonałość przypisaną pozycji dziecka Bożego, ponieważ taki był cel stworzenia człowieka.

Trzeba jednak dodać, że droga do tej doskonałości polega też na osobistym udziale człowieka w rozwijaniu sfer życia bezpośrednio związanych z trzema aspektami ludzkiej osobowości. Mam tu na myśli rozwój naszej inteligencji, uczuciowości i woli. Stanowią one bazę do właściwego ukształtowania naszej przyszłości.

 

Warto tutaj przypomnieć sobie biblijną wersję polecenia Stwórcy dotyczącą wzrastania, rozmnażania się i panowania człowieka nad Ziemią (Rdz 1, 28). Tak właśnie Stwórca widział sens i cel ziemskiego życia człowieka przy jego stworzeniu. Tłumacząc to jaśniej, można powiedzieć, że celem naszego fizycznego istnienia jest zdobycie jak największej wiedzy o wszechświecie (funkcja inteligencji), przeżycie miłości dziecięcej, małżeńskiej i rodzicielskiej (funkcja uczuciowości) oraz dążenie do doskonałości w każdej czynności, aby w ten sposób rozwijać świat (funkcja woli).

Jak to wszystko ująć jednym zdaniem, ale „mniej religijnie”? Otóż celem i sensem życia człowieka jest poszukiwanie prawdy połączone z przeżywaniem wszystkich rodzajów miłości i przy włożeniu maksimum wysiłku i serca we wszystko, co robimy.

 

Nad sensem życia ludzie zastanawiają się najczęściej w chwilach trudnych, gdy nie bardzo dają sobie radę z bieżącymi problemami życiowymi. Czasami stawiamy sobie pytanie, dlaczego spotyka nas jakieś nieszczęście albo wielka zmiana. Bardzo pomaga wtedy dokonanie analizy, jakie to decyzje doprowadziły nas do obecnego stanu w naszym życiu. Nie będę oczywiście rozważał takich celów, jak zarobienie miliona dolarów czy schudnięcie o dziesięć kilogramów. Zasadniczą kwestią jest bowiem porównanie tych celów z faktem, że jesteśmy przeznaczeni do życia wiecznego wespół ze Stwórcą wszechświata. Stąd może pojawić się istotne pytanie, czy aby za bardzo nie skupialiśmy się na samych sobie.

 

Czy jest jeszcze jakaś inna definicja osobistego, albo inaczej, codziennego sensu życia, która byłaby korzystna dla każdego? Myślę, że takim celem może być służba. Chodzi tu o służbę w znaczeniu praktycznego wprowadzania w życie miłości do innych ludzi. Można dużo mówić o miłości, wychwalać ją pod niebiosa, ale jej sprawdzianem praktycznym jest właśnie służba. Zbyt często ta czynność przyjmuje postać służenia samemu sobie, ponieważ to jest najłatwiejsze. Tymczasem powinna ona dotyczyć innych ludzi. Niektórzy dodają tu jeszcze służbę Bogu, ale w rzeczywistości oznacza ona działanie na rzecz wszystkich ludzi. Przecież Bogu służymy właśnie dlatego, aby został osiągnięty cel stworzenia całej ludzkości. Z tego powodu często wyobrażam sobie idealny świat jako istnienie wspólnoty ludzi połączonych służbą na rzecz każdego jej członka.

 

Obecnie żyjemy w zgoła nieidealnym świecie, a służba jego mieszkańcom wychodzi nam nie najlepiej. Tymczasem służenie innym w życiu codziennym jest moim zdaniem najlepszym lekarstwem na problemy życiowe w naszym świecie. Począwszy od myślenia, jak nie skrzywdzić kogoś swoimi decyzjami, poprzez refleksję, jak sprawić radość swoim postępowaniem, aż do poświęcenia całego swojego czasu i wszystkich swoich sił dla innych. Widać zatem, jak wiele różnorodnych zadań możemy wykonać w ramach naszego życia. Warto zacząć od małych spraw, aby stopniowo nauczyć się bezinteresownej służby wynikłej z dziedzictwa miłości Bożej.

 

W okresie Starego Testamentu (czasowo pokrywającym się z pojęciem „przed naszą erą”), ludzie mieli za zadanie kształtować swoją przyszłość w obiecanym świecie duchowym przez codzienne wykonywanie swoich obowiązków. W przypadku „narodu wybranego” oznaczało to ścisłe stosowanie się do Prawa Mojżeszowego. Rewolucja Jezusa polegała na tym, że podwyższył On wymagania dotyczące codziennej pracy nad przyszłym życiem wiecznym. Dodał bowiem warunek obdarzania bliźnich i Boga bezgraniczną miłością.

 

W obecnych czasach fakt istnienia ogromnej ilości ludzi na Ziemi podnosi wagę służby jako formy przetrwania w naszym świecie. Pojawiły się bowiem nowe zagrożenia dla ludzkości wynikłe z niekontrolowanego przez ludzi rozwoju upadłego świata. Często słyszymy przepowiednie o możliwych kataklizmach, o różnych formach końca świata i o ewentualnej nowej erze w historii ludzkości. W tej sytuacji konkretna służba innym ludziom przewyższa w swojej skuteczności prawo i miłość, choć w pełni na nich bazuje. Takie poświęcanie się innym ludziom jest jakby skarbonką, w której zbiera się nasz „kapitał początkowy” dla szczęśliwego życia w świecie duchowym. Jest tak dlatego, że dobre uczynki dokonywane dla innych w życiu codziennym wpływają na naszą przyszłość w świecie duchowym. Tam właśnie możemy odczuć wdzięczność tych, którym naszym postepowaniem pomogliśmy w ich ziemskim życiu, co jest bezcenne w tamtym świecie.

 

Wspomniałem poprzednio, że miłości trzeba się uczyć. Teraz dodam, że również służby trzeba się uczyć, gdyż jest ona praktyczną realizacją miłości w świecie fizycznym.

 

Wszystko wskazuje na to, że w przyszłym, idealnym świecie służba stanie się najbardziej istotną praktyką, gdyż życie na Ziemi będzie w traktowane przez wszystkich jako przygotowanie do wiecznego przebywania w świecie duchowym. W obecnych czasach taki model życia nie jest zbyt popularny. Jeśli już funkcjonuje, to odnosi się raczej do sposobu postępowania prezentowanego na przykład przez otwarte klasztory chrześcijańskie i buddyjskie. W klasztorach zamkniętych duchowni niestety odcinają się od życia doczesnego, myśląc, że jest to najlepszy sposób, aby przygotować się do życia wiecznego. Pomijając to odcięcie się od społeczeństwa, życie zakonników posiada jednak prawdziwy sens. Dlatego w obecnych czasach działalność klasztorów otwartych bardziej odpowiada sensowi życia człowieka niż klasztorów zamkniętych. Szczególnie cenną rzeczą w ich funkcjonowaniu jest bezinteresowna służba w różnych dziedzinach życia społecznego. 

 

Na zakończenie przedstawię podsumowanie analizy dotyczącej sensu życia człowieka. Nie wynika ona tylko z tego rozdziału, ale równocześnie z całego mojego opracowania. Człowiek z rozwiniętą wiedzą o wszechstworzeniu, przeżywający szczęśliwie różne formy miłości oraz dążący do doskonałości w swoich poczynaniach, jest tym, który może szczęśliwie żyć w świecie duchowym pod zwierzchnictwem Boga. Czeka bowiem na niego cały nieskończony wszechświat, który swoim istnieniem ma przypominać, że ostatecznym celem życia człowieka jest zarządzanie nim. Rozszerza się on w ogromnym tempie, a więc będzie w nim istniała możliwość nieograniczonej pracy twórczej na niekończącą się wieczność. A zatem nadrzędnym sensem życia człowieka jest wspólne rozwijanie wszechświata razem z jego Stwórcą. Trzeba sobie tylko uzmysłowić fakt, że to wszystko na nas czeka.

 

Nie chciałbym, aby ten temat był tylko czczym gadaniem. Zdaję sobie sprawę, że podane przeze mnie definicje sensu życia nie trafią do przekonania zbyt wielu osobom. Przez tysiące lat cywilizacji ludzie byli świadomi faktu, że czeka na nich po śmierci inne, prawdopodobnie wieczne życie. Nie zmieniło to jednak specjalnie stylu ich życia i codziennych przyzwyczajeń. Muszę przyznać z pewnym smutkiem, że jest tak dlatego, ponieważ żyjemy w świecie pozbawionym obecności Boga, wciąż zasługującym na miano piekła. W tym naszym świecie jednym z głównych skutków oddziaływania Szatana, czyli tego, który „urządził” nam życie na Ziemi, jest blokowanie wszelkiej wiedzy o naszym prawdziwym sensie życia. Uniemożliwia nam to właściwe przygotowywanie się do wiecznego przebywania w świecie duchowym. Spędzamy nasze życie, robiąc rzeczy niemające nic wspólnego z przeznaczeniem człowieka do wieczności. Z mojej strony pozostaje wciąż nadzieja, że ciągłe przypominanie o właściwym sensie życia może z czasem przynieść dobre owoce. Po to właśnie spisuję te przemyślenia.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

ISTOTA -”Dotyk wieczności”